Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ania z Zielonego Wzgórza. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ania z Zielonego Wzgórza. Pokaż wszystkie posty

sobota, 19 grudnia 2020

Sentymentalny powrót na Zielone Wzgórze ("Ania z Zielonego Wzgórza" Lucy Maud Montgomery)

 


Autor: Lucy Maud Montgomery
Tytuł: Ania z Zielonego Wzgórza (oryg.: Anne of Green Gables)
Data premiery: 27 sierpnia 2019
Data pierwszego polskiego wydania: 1911 rok
Wydawnictwo:  Ringier Axel Springer Polska
Tłumaczenie: Agnieszka Kuc
ISBN: 9788380917743

Do najbardziej znanego cyklu powieści autorstwa L.M. Montgomery wróciłam po dwudziestu latach. Nie sądziłam, że sprawi mi to aż tak dużo frajdy. Ten cykl nigdy się nie zestarzeje.
Powracając do przygód Ani, byłam ciekawa, jak odbiorę ulubionych bohaterów po tak długim czasie. Czy nadal będę lubiła te same postaci, a innych nie znosiła? Sporo się w tych kwestiach zmieniło.
Jako dziecko nie lubiłam Maryli - wydawała mi się zimną, pozbawioną wrażliwości kobietą. Teraz patrzę na nią całkiem inaczej. Miło było odkryć, że za chłodną fasadą kryje się dobre serce. Maryla zmienia się wraz z dorastaniem Ani. Naprawdę polubiłam tę postać, zrozumiałam ją.
Ponowna lektura nie zmieniła mojego stosunku do Diany. Jest w tej dziewczynce coś, co mnie zawsze odpychało. Jest sztuczna i przerysowana, co uwydatnia się jeszcze bardziej przy naturalnej i roztrzepanej Ani. 
Wydanie, które posiadam jest ładne, ciekawie prezentuje się na półce. Ma jednak jedną, dość sporą wadę. Niemal każdy tom został przełożony przez innego tłumacza. To wprowadza trochę zamętu w nazwach własnych. Szkoda, że wydawnictwo nie zadbało o jednolitość przekładu, zwłaszcza, że jest to wydanie jubileuszowe, a w kolekcji znalazły się niemal wszystkie powieści Montgomery.



piątek, 20 marca 2020

Stara historia w nowym wydaniu - "Ania, nie Anna"

Twórca: Moira Walley-Beckett 
Produkcja: Kanada
Sezony: 3
Data emisji: 2017-2019


Tej historii nie trzeba nikomu przedstawiać. Przygody rudowłosej Ani Shirley są historią ponadczasową. Netflixowa adaptacja jest bardzo luźnym nawiązaniem do cyklu powieści Lucy Mound Mondgomery. Wersja została bardzo uwspółcześniona. I choć zazwyczaj nie lubię, gdy za bardzo odbiega się od literackiego pierwowzoru, to w tym przypadku historia zyskała nowe wymiary.

Aktorzy zostali dobrani bardzo dobrze. Amybeth McNulty w roli Ani sprawdziła się wprost genialnie. To właśnie Ania z moich wyobrażeń, gdy jako nastolatka czytałam powieści. Nie sądziłam, że to kiedykolwiek napiszę, ale ta młoda aktorka przebiła nawet uwielbianą przeze mnie Megan Follows. Duże wrażenie zrobili na mnie również aktorzy odgrywający role Maryli i Mateusza (Geraldine James i R.H. Thomson). Zastrzeżenia budzi jedynie Dalila Bela wcielająca się w Dianę Barry - dla mnie gra nieco sztucznie.




Historia napisana przez Lucy Mound Mondgomery została przez twórców serialu dopasowana do współczesnych problemów młodych ludzi i ogólnie całego społeczeństwa. Mamy więc wątek homoseksualny (który w powieści też był, lecz zakamuflowany), problem rasizmu i walki o prawa Indian. Reszty nie zdradzę, obejrzyjcie sami.

O jeszcze jednej rzeczy warto wspomnieć. W serialu zachwycają plenery i zdjęcia. Większość z nich była kręcona w małych wioskach.